Odpust 2003

Tegoroczny odpust w Harbutowicach, tradycyjnie przy pięknej pogodzie. Odpust rozmodlony, rozśpiewany, radosny, ale odbiegający od poprzednich, ponieważ harbutowianie otrzymali prezenty od swego rodaka ks. kanonika Franciszka Bobła. Pierwszym była jego Msza św. odpustowa z tak wspaniałym kazaniem, że postanowiłem przytoczyć je w całości. Drugi prezent: album dla każdej rodziny we wsi. Trzeci: ks. Franciszek sfinansował remont kapliczki na Bargłówce.

Kazanie ks. Franciszek Bobeł rozpoczął od recytacji swego wiersza napisanego w Lubniu 2 V 2003 roku:

 

Synu, nie mają już wina

 

„Synu, nie mają już wina.”

Tak wyrzekły usta Maryi w Kanie Galilejskiej,

Kiedy spostrzegła zakłopotanie na twarzy gospodarza.

A przecież chodziło tylko o brak weselnego napoju.

 

Od tamtej chwili minęły wieki,

Ale nie znikły braki i potrzeby ludzkie.

Przeciwnie, niepomiernie wzrosły.

A Maryja za każdym razem kieruje do Syna

Słowa pełne troski o zakłopotanie człowieka.

 

„Synu, nie mają pokoju, którego tak potrzebują.

Synu, nie mają wolności, do której ich wyzwoliłeś.

Synu, utracili godność, choć mieli być królami stworzeń.

Synu, utracili nadzieję i topią swoje dzieci w rzekach.

Synu, gaśnie miłość potwierdzona małżeńską przysięgą.

Synu, gaśnie więź będąca fundamentem życia rodzinnego.

Synu, spójrz na sieroty i wdowy,

na cały ten świat,

W którym ustawicznie tyle niepokoju i zakłopotania”.

 

Czy Jezus mógłby odmówić prośbie Maryi?

Dlatego odpowiada Jej: „Matko, nadejdzie godzina.

W onej godzinie:

Otrzymają to, czego potrzebują,

Znajdą to, co utracili,

Zapłonie to, co przygasło,

Znajdą siły do dalszego człowieczego życia”.

 

I kazał sługom nosić wodę.

Zwykła woda, tknięta Jego mocą,

Przywróciła pokój gospodarzowi wesela.

 

Tak będzie z każdą inną potrzebą,

Kiedy Jezus usłyszy słowa Matki:

„Synu, nie mają już wina”.

Prośba Matki i moc Jej Syna

Zaradzi wszystkim potrzebom świata i człowieka,

Ale musi na to przyjść Boża godzina.

Boża godzina

 

Siostry i Bracia w Chrystusie!

Wydaje się, że dla świata, w którym żyjemy, nie przyszła jeszcze godzina Boża. Wydaje się, że świat nasz nie tylko nie zbliża się do Boga, ale od Niego się oddala. Tak się wydaje, że człowiek dzisiejszy zachowuje słowo Bóg, ale tylko jako wspaniałe hasło, za którym nic się nie kryje. Gotów jest umieścić to słowo w swojej konstytucji europejskiej, w której pełno ustaw zaprzeczających Jego panowaniu nad tym światem. I wydaje się, że współczesny człowiek nie szuka już pomocy u Boga w rozwiązywaniu swoich problemów, przeciwnie woła dziś głośno:

– Mieszkaj sobie Boże w swoim cudownym niebie, ale nie mieszaj się do naszych ludzkich spraw. Będziemy je rozwiązywać po swojemu.

Nawet jeszcze więcej można powiedzieć o współczesnym człowieku, że urządza się na tym świecie tak, jakby nigdy nie miał go opuścić.

Dziś o piątej rano zostałem wezwany do zmarłego człowieka. Okazało się, że wczoraj poszedł ociosywać drzewo do lasu pod Szczebel. Tam zastała go śmierć. Odnaleziono go i wezwano ratowników GOPR, którzy go znieśli w kocu i położyli na podłodze w jego domu. Człowiek dzisiejszy udaje ślepego i głuchego na rzeczywistość przemijania, odchodzenia z tego świata, marności tego świata. Człowiek ucieka od nadziei, której tak potrzebuje, ucieka od miłości Boga, bez której nie może żyć.

Napomnienie i prośba Maryi

Wobec takiej rzeczywistości, każde święto maryjne, a więc i dzisiejsze Święto Najświętszego Imienia Maryi, powinno być mocnym uderzeniem w taką postawę człowieka, głośnym wołaniem o powrót człowieka na drogę, jaką wyznaczył mu Bóg na samym początku stworzenia, głośnym przypomnieniem miejsca, które Bóg przygotował dla człowieka przed założeniem świata. To miejsce, zwane niebem, domem Ojca Niebieskiego, wyznacza nam kierunek nie tylko po śmierci, ale już za życia. Tego życia, w którym jest tyle niepokoju, nieszczęść, braków, cierpień, zwodniczego działania ludzi i szatana, oszustw, kradzieży, krzywd.

Na to wszystko musimy patrzeć jak na próbę, której poddaje nas Bóg pragnąc, abyśmy się okazali wiernymi i uczciwymi. Przez to wszystko, co jest niegodne Boga i człowieka, musimy przebijać się nie tracąc z oczu kierunku, w jakim odeszła z tego świata Maryja po zaśnięciu, co rozważaliśmy tak niedawno w wielkim święcie Wniebowzięcia.

Dziś Maryja kieruje do nas napomnienie i prośbę:

„Dzieci moje, nie traćcie nadziei, że jest Bóg, który ma moc i wystarczającą miłość, aby przenieść grzesznego człowieka do wiecznego szczęścia w niebie. Przyjdzie dla was godzina Boża i wtedy:

W onej godzinie:

Otrzymacie to, czego potrzebujecie,

Znajdziecie to, coście utracili,

Zapłonie to, co przygasło,

Znajdziecie siły do dalszego człowieczego

życia”.

Ojciec i syn nad wzburzonym morzem

 

W Maryi dokona się szczęśliwe przejście do dalekiego kraju za oceanem życia, o którym mówi takie opowiadanie:

Nad wzburzonym oceanem siedzi dwóch mężczyzn, ojciec i jego syn. Ojciec pyta syna:

– Co widzisz u naszych stóp?

– Ojcze, widzę ogromne fale.

– A dalej?

– To samo, kotłujące się fale.

– A co widzisz, synu, na horyzoncie, tam gdzie niebo styka się z ziemie z morzem?

– Ojcze, widzę tylko wzburzone morze, falujące bez chwili przerwy.

– Widzisz synu, za tym bezkresnym morzem, za tymi wzburzonymi falami jest kraj, do którego musimy dotrzeć.

– Ależ ojcze, jak możemy tam się dostać, przecież nie mamy nawet małej łódki, a byłby nam potrzebny wielki statek, który mógłby się zmierzyć z tymi falami.

– Synu, ja mówię o kraju, do którego można dostać się nie statkiem, ale tylko wiarą i modlitwą To szalejące morze, to obraz naszego życia, życia miotanego powodzeniami i niepowodzeniami, zdrowiem i chorobą, miłością i nienawiścią, cnotą i grzechem. To wszystko sprawia, że nasze życie jest pełne niepokoju, jest takie jak to wzburzone morze. A człowiek został stworzony do szczęścia, do pokoju i dlatego synu musimy dotrzeć do tego kraju za morzem, a drogą do niego jest nasza wiara i modlitwa. Nie obawiaj się ani odległości, ani wzburzonych fal. Bóg nas poprowadzi bezpiecznie. Musimy tylko Jemu zaufać.

Niedługo po tej rozmowie ojciec zmarł. Syn sam poszedł na miejsce nad oceanem, nad którym siedział z ojcem i rozmawiał z nim o dalekim kraju, do którego muszą dotrzeć drogą wiary i modlitwy. Utkwił wzrok w fale bezkresnego oceanu i wydawało mu się, że ojciec kroczy po falach do kraju wieczności. Przypomniał sobie inne słowa ojca:

– Nie mów, synu, tak jak wielu dzisiaj powtarza, że to za daleko, za wysoko, nie na moje siły. Niebo, o którym ci mówię nie jest ani za daleko, ani za wysoko, ani ponad nasze siły. Dostosował je Bóg do naszych możliwości, jeśli tylko uwierzymy i będziemy się modlić.

Postanowił sobie, że i on kiedyś musi dotrzeć do tego kraju, aby przez całą wieczność rozmawiać ze swoim ojcem ziemskim i niebieskim, aby znaleźć szczęście i pokój, do których człowiek został stworzony a których świat dać nie może. Ufajmy, że z pomocą naszej Niebieskiej Matki i w nas dokona się taka cudowna przemiana z doczesnego na wieczne życie.

 

Siostry i Bracia, przyzwyczailiśmy się liczyć na macierzyńską opiekę Maryi, na to, że wezwana zawsze przybywa, aby nas pokrzepić, otrzeć łzy. Dziś chcę wam powiedzieć, że i Maryja potrzebuje naszej obrony, obrony Jej świętego Imienia.

Drodzy rodacy, chciałbym wam dzisiaj ofiarować moją pierwszą książkę – album o naszym pięknym zabytkowym kościele łącznie z historią parafii, jaką zostawili w kronice parafialnej księża proboszczowie poczynając od 1896 roku. Bardzo obszerne i niezwykle ciekawe zapiski o naszych przodkach zostawili ks. Antoni Kudasik, ks. Marian Zdebski i ks. Władysław Suchoń. Następcy pisali już dużo mniej. Chciałbym, aby w każdym domu znalazł się ten album o naszej odnowionej świątyni. Jest to podarunek i nic za niego nie płacimy. Przy odbiorze podajemy tylko numer domu, aby nie brać dwóch książek pod jeden dach.

Drugim prezentem, jaki chciałem wam dzisiaj ofiarować, to odnowienie kapliczki Trzeciego Upadku na roli Bargłówka. Jest to przepiękna kapliczka i bardzo rzadko spotykana, zbudowana całkowicie z drobnych kamieni połączonych gliną. Przetrwała cudownie pewnie 300 lat. Teraz zostały zbite z niej resztki tynku. Została obłożona siatką rabica ofiarowaną przez Karola Chmielika, został rzucony silny cementowy szpryc i otynkowana Myślę, że to przedłuży jej życie na wiele lat, dla następnych pokoleń.

Ta kapliczka jest mi szczególnie bliska, gdyż stoi na naszym borówkowym szlaku. Był taki czas, kiedy chodziłem z madyjowianami na borówki; zawsze w niej była krótka modlitwa, a przy powrocie składaliśmy między ręce Jezusa oparte na ziemi przy trzecim upadku po kilka borówek na podziękowanie. Pisząc o tej kapliczce nie mogłem o tym nie wspomnieć ze wzruszaniem.

Tu chciałbym serdecznie podziękować p. dyr. Z. Frosztęga, która wraz z dziećmi wcześniej przykryła kapliczkę nowym, bardzo solidnym dachem. A także właścicielowi p. Chmielikowi za wyrażenie zgody na remont, bratu Władysławowi, który podjął się odpowiedzialności w czasie odnawiania, p. Adamowi Kwaśniewskiemu za wykończanie tynkowania, dzieciom za pomoc w zbijaniu starego tynku oraz Józefowi Bikowi za wypożyczenie betoniarki.

A teraz kieruję do wszystkich serdeczny apel: Przyjrzyjcie się wszystkim kapliczkom i krzyżom stojącym przy drogach harbutowickich. Zobaczcie z troską, czy nie wymagają naprawy. Załatajcie dziurawe daszki, sprostujcie chylące się krzyże, wymieńcie spróchniałe, aby nie ubywało na naszej ziemi znaków naszej wiary, naszej miłości Boga. Kapliczki i krzyże nie są martwe. One żyją. Mówią do nas, a czasem krzyczą, czasem boleją, gdy są zapomniane, lekceważone, zaniedbane. Również dzięki nim nosimy w sercach naszych niezłomną wiarę zbawienia wiecznego.

 

Pierwszy kościół w Grobach

Muszę jeszcze wspomnieć o godnym najwyższej czci miejscu pierwszego parafialnego kościoła z 1335 roku, do którego należały jeszcze: Palcza, Bieńkówka i Trzebunia, a który stał na miejscu zwanym dziś Groby, w odległości 3 km od roli Granice.

Tu znowu chciałbym skierować serdeczny apel do nielicznych mieszkańców tej roli o ogrodzenie tego świętego miejsca, gdzie 700 lat temu nasi przodkowie uwielbiali Boga i oddawali cześć Maryi w Jej cudownym obrazie Matki Bożej Harbutowickiej. Poproście p. leśniczego o drzewo, przygotujcie słupki i sztachety. Wszystkie koszta z tym związane pokryję bez żadnej obawy.

Kto chciałby kiedyś przeżyć coś wielkiego i wspaniałego i naprawdę się pomodlić, niech wybierze się na tamto miejsce. Znaczy go potężna wiekowa lipa a na niej jest figurka pierwszego patrona parafii św. Michała Archanioła.

W mojej książce postawiłem owej lipie pytanie:

– Co robisz w iglastym lesie.

I usłyszałem odpowiedź:

– Strzegę miejsca, gdzie siedem wieków temu modlili się twoi przodkowie.

Lipy od wieków do dziś osłaniają kościoły.

 

Modlitwa za Harbutowice

Dziękuję ks. Janowi za zgodę na udział w dzisiejszym odpuście w Harbutowicach – tak mi drogich, tak bardzo poruszających moje serce, że nie ma dnia, abym w niedalekim Lubniu nie modlił się za Harbutowice. Nie udzielam nigdy błogosławieństwa Chrystusem Eucharystycznym tylko Lubniowi, zawsze proszę: Panie Boże, prześlij to błogosławieństwo moim rodakom w Harbutowicach. Niech Wam wszystkim Bóg błogosławi. Szczęść Boże. Amen.

[tekst nieautoryzowany]

 

W procesji wzięli udział bardzo liczni wierni z Harbutowic i innych miejscowości oraz kilkunastu kapłanów z dekanatu sułkowickiego. Grała orkiestra z Rudnika.

Po uroczystości ksiądz Franciszek Bobeł był oblegany przez swych rodaków, którzy mu gorąco dziękowali za wszystko, co zrobił dla Harbutowic. Są dumni, że dzięki jego olbrzymiej pomocy mają taką piękną świątynię.

 

Książka o kościele w Harbutowicach 

„Intencją autora tej publikacji nie było przedstawienie historii parafii i kościoła w Harbutowicach, ale ukazanie wydarzeń jednego roku, a nawet tylko pięciu miesięcy, kiedy to doszedł do skutku generalny remont świątyni, a parafianie zostali wyrwani z beznadziejnej obojętności wobec losu niszczejącego domu Bożego” – takie słowa można przeczytać w pierwszych linijkach wstępu książki autorstwa księdza Franciszka Bobeła pt: „Kościół w Harbutowicach pod wezwaniem Najświętszego Imienia Maryi”.

Wydawnictwo ukazało się na rynku edytorskim w pięknej, twardej oprawie, na bardzo dobrym papierze z serią kolorowych fotografii autorstwa Jacka Wrzesińskiego, księdza Piotra Gucika i Piotra Polka. Na zdjęciach piękne, wyremontowane wnętrza, w tym ołtarze (główny z obrazem Matki Bożej Harbutowickiej oraz dwa boczne). Oprócz tego można tam znaleźć ambonę, chór z organami Tomasza Falla z 1908 roku oraz freski Tadeusza Boruty.

Książka została podzielona na rozdziały – pierwszy z nich opowiada o czasach współczesnych kościoła. Nosi tytuł: „Ratowanie kościoła” i opowiada o procesie, podczas którego udało się przeprowadzić gruntowny remont harbutowickiej świątyni. Kolejne dwa są zatytyułowane: „Podróż do początków” oraz „Z kroniki parafialnej w Harbutowicach” i zostały poświęcone ludziom tworzącym historię kościoła oraz pisanej przez kolejnych proboszczów kronice.

Ksiądz Franciszek Bobeł, autor opisywanej książki, urodził się 25 stycznia 1939 roku w Harbutowicach. Święcenia kapłańskie przyjął 23 czerwca 1963 roku. Pracował między innymi w parafiach: Liszki, Nowy Targ, Kraków, Ruszcza, Wieliczka, Skawina i Pobiednik. Od 1981 roku pełni funkcję proboszcza lubieńskiej parafii św. Jana Chrzciciela. Obecnie ksiądz Bobeł przygotowuje do druku kolejne albumy. Obydwa dotyczą budowli sakralnych znajdujących się na terenie Lubnia (kościół parafialny) oraz Smugawy (kaplica). Ksiądz pracuje także nad wydaniem kazań, które w czasie dwudziestu lat kapłańskiej posługi wygłosił w Lubniu. (B)

Tekst z 2003

Post Author: Redakcja